CHODZENIE Z KOZĄ

Home / Zwyczaje spiskie / CHODZENIE Z KOZĄ

CHODZENIE Z KOZĄ

Kolędowanie na Spiszu, tak jak w wielu innych regionach kultywowane było od zawsze w okresie świąt Bożego Narodzenia, a konkretnie od Bożego Narodzenia do Trzech Króli.

Kolędnikami byli zazwyczaj chłopcy w wieku szkolnym. W różnych miejscowościach kolędowano w różny sposób. I tak: w Niedzicy chodzono z Betlejemkiem, w Łapszach z turoniem, zaś we Frydmanie, Krempachach i Dursztynie chodzili z kozą, co uznano za zwyczaj trochę odmienny

Kozę należało najpierw wykonać. Chłopcy przykładali się do tego z wielką starannością, aby efekt był jak najlepszy. Drewnianą głowę kozy mocowali na kiju, czasem obijali ten kij baranią skórą, przyprawiali też rogi baranie lub zrobione z gałęzi jakiegoś drzewa, najczęściej jałowca. Szczęka kozy była ruchoma, z czerwonym językiem w środku. Na kij najczęściej nakładano rękaw kożucha w ten sposób, żeby wełniana strona była na zewnątrz lub rękaw starego swetra. Czasem też owijano kij powrósłem ze słomy.

Wykonanie kozy zależało od pomysłowości i zaangażowania wykonawców. W czasie kolędowania kozą opiekowało się dwóch chłopców. Jeden trzymał kozę, a konkretnie kij, na którym była umocowana jej głowa, drugi zaś prowadził ją na łańcuszku, dlatego nazywany był przewodnikiem. Przewodnik ubrany był w kożuch odwrócony stroną wewnętrzną do zewnątrz przepasany powrósłem. Na głowie miał skórzaną czapkę, zwaną kiedyś baranicą (z owczej skóry). Niektórzy owijali jeszcze nogi powrósłami.

W ten sposób wyruszali kolędować idąc od domu do domu. Chłopcy wchodzili do domów z wielkim hałasem, zamieszaniem, ponieważ „koza” zawsze się opierała. Przewodnik musiał straszyć, że uderzy ją powrósłem lub udawał strzelanie batem. Kiedy weszli już do środka przewodnik witał się z domownikami w następujący sposób: „Nief bedzie pofolony Jezus Krystus”. Po odpowiedzi gospodarza zaczynał zadawać „kozie”pytania:

– Koza, chcesz sieczki polewanej? – koza przecząco kręciła głową dzwoniąc dzwonkiem pod szyją.

– To może chcesz pomyje? – tym razem też przecząco kręciła głową i zaczynała szturchać rogami osoby stojące tuż obok niej.

Przewodnik zadawał ostatnie pytanie:

Chcesz pewnie pieniądze? – wtedy koza kłapała językiem i twierdząco kiwała głową. Po czym podchodziła do każdego z domowników zaczynając od gospodarza lub gospodyni. W tym czasie gospodarz wsuwał parę złotych do woreczka zawieszonego na szyi „kozy”, a gospodyni najczęściej częstowała kołaczem lub innymi smakołykami. Pozostali domownicy też wrzucali chociaż po grosiku. „Koza” zaś dziękowała za dary skacząc i tańcząc po izbie. Szturchańcami natomiast „nagradzała” tych, którzy jej nic nie dali. Najbardziej lubiła dokuczać dziewczętom. Bodła je, zahaczała rogami o koronki przy zapaskach, kidle (spódnice) próbowała podnosić. Dziewczęta często uciekały z piskiem i tak zaczynali harce nieraz po całym domu. Być może właśnie wtedy była okazja do przyśpiewywania. Zachowały się słowa  przyśpiewek. Ich oryginalnej melodii nikt nie pamięta. Pasują do „starej baby” lub melodii przyspiewek weselnych.

 

„Wesoło, wesoło

Koza pobekuje

Cego tyz to, cego

Jesce ji brakuje

 

Idź ze kozo z tela

Już na ciebie pora,

Moze Ci się zwidzi

somsiada obora”.

W następnym domu powtarzano te same czynności, dlatego kolędowanie trwało zazwyczaj do późnej pory nocnej.