DARCIE PIERZA

Home / Zwyczaje spiskie / DARCIE PIERZA

DARCIE PIERZA lub PORANIE PIYRZI

W długie, zimowe wieczory był czas na „obróbkę” pierza, wełny, lnu, na pracę przy krosnach, roboty na drutach, haftowanie, szycie itp.

„Poranie piyrzi” to bardzo stary zwyczaj, kontynuowany do lat osiemdziesiątych XX wieku. W niektórych miejscowościach sporadycznie trwa do dziś. Odbywa się on od listopada do lutego.

Darcie pierza zajmowało dużo czasu, zajęcie lekkie, ale dość żmudne i czasochłonne. W większym gronie było szybciej i weselej. Przychodziły kumy, sąsiadki. Wiosną i przed zimą wszystkie gęsi były podskubane, więc piórek uzbierało się zawsze sporo. Przechowywano je w płóciennych workach, starych poszewkach na poduszki, później w kartonach nazwanych w gwarze baksami. Wieczorem po oporządzeniu dobytku w oborze czyli gdzieś od godziny 1800 zaczynało się „poranie”. Uczestniczyły w nim mężatki, panny, a nawet dzieci. Byleby umiały to robić lub chciały się nauczyć.

Stół ustawiono w izbie tak, by wokół niego mogło usiąść jak najwięcej chętnych do „porania”.

Na środek stołu wysypano piórka, po które sięgały „poracki” Dla wygody każda na kolanach miała miskę, do której wędrowały odarte części pierza, zaś niepotrzebne, twarde części piórek (kłońce, śtyńce) rzucano na podłogę (foszty). Pierze z misek wsypywano do drewnianych szaflików lub kartonów.

Żeby czas się nie dłużył, mówiono o wszystkich aktualnych i „godnych uwagi” wydarzeniach we wsi. Często ploteczki rosły w plotki. Była to też okazja do przypomnienia legend, różnych starych opowieści, wydarzeń historycznych dotyczących wsi lub regionu, dzielenia się wspomnieniami oraz okazja do śpiewania. Śpiewano znane w środowisku pieśni, czasem też religijne. Do czasów obecnych przetrwała jedna, prawdopodobnie z wielu przyśpiewek:

„Porzom się piorecka,

Tyj nasyj gaździnie,

Ej bedzie jyj cieplućko

Bez calutkom zime”

Kiedy był to okres „andrzejkowy” – wigilia lub dzień św. Andrzeja, niektóre panny chętne były do wróżenia. Na przykład: z piórek ściśniętych w garści, wyciągały każda po jednym. Najmniejsze oznaczało najkrótszy okres panieństwa, a największe najdłuższy. Podobno preteksty do wróżb zdarzały się częściej.

Poza elementami zabawy, dziewczęta starały się drzeć piórka szybko i dokładnie, gdyż starsze gaździny lubiły przygadywać, żartować, chwalić albo zganić. Żadna nie chciała „podpaść”.

Obecni w domu w czasie prucia, mężczyźni: gospodarz, syn, zięć,sąsiad, ktoś krewny, nie brali udziału. Siadali najczęściej blisko pieca, reperowali uprząż konia, jakieś drobiazgi, pletli wiklinowe koszyki, opołki. Przysłuchiwali się rozmowom, dogadywali czasem przekornie.

Po dwóch lub trzech godzinach, gospodyni dawała : „juzyne” czyli poczęstunek. Były to przeważnie różne wypieki regionalne; (w każdym dniu coś innego” derkliki (małe drożdżówki z serem), rogi z makiem lub marmoladą, grulowniki, tworoźniki, kapuśniki. Do tego herbatę z ziół lub mleko, a czasem trochę jakiegoś trunku. „Juzyna” mogła oznaczać „koniec na dzisiaj”, jednak „poranie” kończyło się zazwyczaj dopiero koło godz. 1100, często drugim poczęstunkiem. Mógł to być moskol z masłem lub domowy chleb ze smalcem.

W każdym domu prucie trwało kilka wieczorów, u bogatszych gospodyń nawet kilkanaście. Ostatni wieczór bywał zawsze najweselszy. Gospodyni przygotowywała więcej wypieków. Pamiętała tez o trunku. Najczęściej w okresie karnawału, w taki wieczór, wpraszali się również chłopcy, a szczególnie tam, gdzie były panny „na wydaniu”. Jeżeli była taka możliwość a gospodarze wyrazili zgodę, zapraszano muzykanta (skrzypka). Śpiewy i żarty trwały długo. Rzadko towarzyszyły im tańce, jednak zdarzały się i wieczory z tańcami.

(Wokół stołu na ławach siedzą kobiety. W kącie izby jest duży wiklinowy kosz (prostokątny o wymiarach np.: 1 metr na 6 cm, wysoki na 50 cm zwany opołką) do zsypywania dartego pierza. Z drugiej strony na krześle jest poszewka, do której zsypuje się puch. Kobiety ubrane są w powsednie (robocze) stroje: ciemne spódnice, czarne zapaski, bluzki bez lajbików (kamizelek). Rozpoczyna się dialog:)

Jedna z dziewczyn:  ciotko dajciez mi wiynksom misecke, bo z tyj wsićko mi się wysypuje

Gospodyni: (wstaje od stołu)bem sukać w kumorze, miaław dziesi jesce stary laworek

Starsza kobieta:              nic nie sukoj, niew cyńści wysypuje do saflicka, a kłońce nie rucoj Helinko tak byle dzie, jacy na jednom kupke, chytrzi się potym zbiyro

Najstarsza z kobiet:        trza tym młodym doradzić, bo widzym, ze mało ździyrocie, wiyncyl piyrzi bedzie na fosztaw niżli w miskaw

Inna dziewczyna:           dobrze ciotko, beme się strać, jacy musyme pomali porać, nie umyme jesce tak chytro, nie porome już telo rokow, co wy

Kobieta:                         Ej dobrze dzywce godos, uporaław się tyw piyrzi, ej uporała, bo tyw zim tyz jew już duzo przezyła. Ocy mnie bolom bo kiedy porały my przi kaganku, a jesce jak my się naopowiadały o duchaw, o biołym koniu, co przi koncikaw strasył to jaze bojno było iść do domu

Dziewczyna:                  Opowiycies nom ciotko, tego my jesce nie słysały

Jedna z dziewczyn:    ciotko, daj mi większą miseczkę, bo z tej wszystko mi się wysypuje

Gospodyni:                 będę szukać w komorze, miałam gdzieś jeszcze starą miednicę

Starsza kobieta:          nic nie szukaj, niech częściej wysypuje do wanienki, a odpadki nie rzucaj Helenko tak byle gdzie, tylko na jedno miejsce, szybciej się później zbiera

Najstarsza z kobiet:    trzeba tym młodym doradzić, bo widzę, ze mało zdzieracie, więcej pierza będzie na podłodze niż w miskach

Inna dziewczyna:       dobrze, proszę pani, będziemy się starać, tylko musimy wolniej drzeć, nie umiemy jeszcze tak szybko, nie drzemy już tyle lat, co wy

Kobieta:     ej, dobrze dziewczyno mówisz, udarłam ja się tego pierza, ej udarłam, bo tych zim tez już trochę przeżyłam. Oczy mnie bolą, bo kiedyś darliśmy przy kagankach, a jeszcze jak naopowiadałyśmy o duchach, o białym koniu, co przy „Koncikach” (nazwa pola) straszył, to aż strach było iść do domu.

Dziewczyn: niech nam pani opowie, tego myśmy jeszcze nie słyszały.