GREMPLANIE WEŁNY

Home / Zwyczaje spiskie / GREMPLANIE WEŁNY

GREMPLANIE WEŁNY

Podtatrze od najdawniejszych czasów słynęło z hodowli owiec. Dla mieszkańców Spisza wełna była również bardzo ważnym surowcem.

Żeby uprząść nici z owczej wełny, należało ją najpierw pocuchrać, a potem ogrymplać.

Z wypasu u baców owce wracały pod koniec września. Tuż przed lub zaraz po św. Michale (29.IX.). W najbliższym czasie należało je ostrzyc. Wełna przechowywana była w workach. Dalszą jej „obróbkę” pozostawiono na okres zimy.

Najpierw było cuchranie czyli rozsnuwanie, rozdzielanie palcami zbitych kosmyków wełny by uzyskać puszystość.

Wykonywały to kobiety w ostatnich dniach przed grymplaniem. Jednak nasze babcie twierdziły, że najlepiej cuchrać wełne w tym samym dniu, kiedy się ją grymplo gdyż nic nie traci na puszystości.

Jak wyglądały grymple?

Podstawę stanowiła drewniana ława o długości około półtora metra. Na jednym z jej końców, prostopadle przymocowana jest drewniana „skrzynka” o wysokości 60 – 70 cm. Tylko jedna jej ściana ma otwór prawie na całej jej wysokości i szerokości. Skierowany jest na pozostałą część ławy, na której siedzi osoba wykonująca grymplanie. Daszek „skrzynki” jest pochylony, niższy nad otworem. Do daszku przymocowana jest deska, z wystającymi w górę na około 2 cm mocnymi drucikami lub końcówkami gwoździ. Taki kwadratowy „grzebień”. Druga deska tej samej wielkości z prętami i uchwytem pozostaje nie przybita.

Na czym polegało grymplanie?

Żeby usprawnić tę czynność, pocuchrana wełna jest w „skrzynce”, pod ręką. Wyciąga się z niej – powiedzmy – duże garści wełny, układa w miarę równomiernie na przymocowaną „drucianą szczotkę”. Drugą szczotką czesze się ją, od górnego brzegu pociągając w dół. Taką czynność trzeba powtórzyć co najmniej kilka, a czasem nawet kilkanaście razy, uzyskując jeden płat „wyczesanej wełny” do owinięcia na kądziel. Wbrew pozorom grymplanie wymagało wprawy i siły. Dlatego często do grympli siadali mężczyźni. Domownicy mogli się też zmieniać.

Tak jak przy każdej pracy, przy tej również obowiązywały pewne zasady.

Nikt z domowników nie mógł liczyć na bezczynność. Każdy na miarę swoich umiejętności mógł: „cuchrać wełnę, podawać grymplarzowi, ściągać ze szczotek lub odbierać „wyczesane” płaty wełny, układać je w wiklinowych koszach, pudłach, a nawet owijać już na kądziel. Dzieci również angażowano w celu przyuczania do wymienionych czynności. A najmłodsze miały zazwyczaj obowiązek przynosić drzewo z obory, dokładać do pieca.

Opisaną „obróbkę” wełny wykonywano w ciągu dnia, przy dziennym bożym świetle – jak to babcie mawiały. Przy tej okazji rozmawiano o wielu sprawach, ale najczęściej o jakości wełny: czy jest długa, zdrowa, odpowiednio natłuszczona, czysta i czy starczy na wszystkie potrzeby.

(gospodarz przy gremplach, żona z matką cuchrają, syn podaje ojcu pocuchraną wełnę, córka odbiera ogrymplane płaty i układa w wiklinowym koszyku)

gospodarz: Janicku, nalyj mi do gornecka troche kwaśnego mlyka, jakosi uskło mi w garle.

syn: (podaje mleko i pyta) tato, jak wy to ściągniecie tom pocesanom wełne z tyj scotki?

gospodarz: prziporz się Janicku, ściągom od gory, pod wystajoncom ze scotki wełne podkładom palce, prziciskujym troche kciukami, podnosym leko do gory i pomału pociągom. Schodzi jak po maśle

syn: (przyglada się sciągniętemu płatowi wełny i dalej pyta) nie za ciynko to ogrymplane?

gospodarz: Oj, niy, chruby na połtora abo dwa cyntymetry płat to taki w som roz. Bedzie sie ś niego dobrze babce przyndło. To dobro wełna, dobrze masno, ale owce, fała Bogu, mome zdrowe, a na kosarze iście jym zarcio nie brakuwało.

córka: grymplome już drugi dziyń, skońcyme dzisiok?

gospodarz: ej cheba jesce niy, ale ni mocie co narzykać. Kiedy moj ociec zył, mielimy wiyncyl owiec bo i łonek tyz było wiyncyl. Strzigli my choćkiedy i miesionc, a grymplalimy ze dwa tyźnie. Wełny starcyło na wsićko, a co się zwysyło, to ociec sprzedali na jarmaku

syn: to cheba wiynsy chasyn (pożytek) był z tyw owiec?

gospodarz: dobrze myślis synu, kiedy to i bacowie syra wiyncyl na owce dawali , 2,5 kilo, casym i trzi kila na jednom śtuke. Mielimy bryndze na całom zime.

syn: a teroz kielo dajom?

gospodarz: e jacy dwa kila, ale dobre i to.

Myślym, ze teroz mama troche sproguje pogrymplać, wy ji pomogojcie. Moze i ty chłopce sprogujes, mos już dwanoście rokow.

My z dziadkiym pódyme do pocopy narzezać siecki prze krowy.

gospodarz:Janku, nalej mi do garnuszka trochę zsiadłego mleka jakoś uschło mi w gardle

syn: tato jak wy to ściągniecie te poczesana wełnę z tej szczotki?

gospodarz: popatrz Janku, ściągam od góry, pod wystającą ze szczotki wełnę podkładam palce, przyciskuję trochę kciukiem, podnoszę lekko do góry i powoli pociągam. Schodzi jak po maśle.

syn: nie za cienko to wyczesane

gospodarz: oj nie, gruby za półtora albo dwa cm płat, to w sam raz. Będzie się z niego dobrze babci przędło. To dobra wełna, dobrze natłuszczona, owce, chwała Bogu, mamy zdrowe, a na kosarze chyba żarcia nie brakowało

córka:czeszemy już drugi dzień, skończymy dzisiaj?

gospodarz: ej chyba jeszcze nie, ale nie powinniśmy narzekać. Kiedy żył m…ój ojciec, mieliśmy więcej owiec bo i łąk (pastwisk) tez było więcej. Strzygliśmy czasem i przez miesiąc, a gremplaliśmy ze dwa tygodnie. Wełny starczyło na wszystko, a co zostało, to ojciec sprzedał na jarmarku

syn: to chyba większy pożytek był z tych owiec?

gospodarz: dobrze myślisz synu, kiedyś to i bacowie więcej sera na owce dawali, dwa i pół kilograma, czasem i trzy kilogramy na jedną sztukę. Bryndzy mieliśmy na całą zimę.

syn: a teraz ile dają?

gospodarz: e tylko dwa kilogramy, ale dobre i to. Myślę, że teraz mama spróbuje trochę pogremplać, wy jej pomożecie. Może i ty chłopcze spróbujesz, masz już dwanaście lat. My z dziadkiem pójdziemy do szopy naciąć sieczki dla krów.