NIEDZICKIE OSTATKI

Home / Zwyczaje spiskie / NIEDZICKIE OSTATKI

NIEDZICKIE OSTATKI lub CHODZYNIE  Z  KONIYM

Bardzo stary zwyczaj, znany tylko w Niedzicy i tutaj  kultywowany do dziś, na zakończenie karnawału (miysopustów). Najstarsi rozmówcy w latach siedemdziesiątych XX w. twierdzili, że znany był już przed pierwszą wojną światową albo, że od niepamiętnych czasów.

“Chodzenie z koniym ” jest zwyczajem ostatkowym, odbywa się więc zawsze w poniedziałek przed środą popielcową: Aby tradycji stało się zadość potrzebna jest atrapa konia. Leb uszyty z materiału, najczęściej przypominającego oryginalną skórę ( obecnie sukno, aksamit itp.) W środku mógł być wypchany sianem, trocinami, jednak najlepszy był podobno model wykonany z drewna, chociaż najcięższy. Doszytą miał grzywę. Nie zapominano też o innych akcesoriach charakterystycznych dla konia np: dzwonki. Przedłużeniem łba był drążek .Pomocna była też recica (okrągłe sito ). Cały tułów okryty był najczęściej kocem,dość długim by zakryć nogi chłopaka, który miał udawać, że siedzi w siodle , a tak naprawdę musiał potrzymywać całą atrapę Całość przypomina trochę krakowskiego lajkonika. Chodzenie zaczynali przed południem, nie omijali żadnego domu.

Koń prowadzony był zawsze przez dwóch chłopców, ubranych w serdaki (wełną na zewnątrz).

Tak naprawdę pomagali podtrzymywać atrapę, gdyż koń musiał mocno brykać. Tak samo ubrany był poganiacz konia. Chodził z batem, którego pilnował najczęściej do południa. Potem gdzieś go zazwyczaj zgubił. Najciekawsze były cyganki czyli chłopcy przebrani w stroje niby cyganek; długie szerokie spódnice, często nie jedną, bluzki w kwiaty, duże kolorowe chusty. Twarz i ręce mieli pokryte czarna mazią – pasta do butów lub sadze wymieszana z jakimś tłuszczem. Nieodłącznym  ich atrybutem była np. flaszka, na którą chciały uzbierać trochę grosza, lalka czyli głodne dziecko, któremu trzeba , coś dać na mleko. Nosiły koszyczki, do których zbierały różne dary, ale najchętniej pieniądze. Jeżeli ktoś zamykał obejście i niczym ich nie wspomógł , zawsze znalazły sposób, by dostać się do obory lub domu. Zabrały jakąś rzecz, którą później można było wykupić. Czasem coś spsociły by na drugi rok gospodarz pamiętał o ich potrzebach. Grupie ostatkowiczów towarzyszyła zawsze muzyka  i skrzypek lub cała kapela.

Cyganki były prawdziwym postrachem dla młodszych dziewczyn. Bały się ich przymilania, uścisków, obcałowywania i nie bez powodu. Sadza, czy pasta trudne są do usunięcia, szczególnie z ubrania. Dlatego chodzeniu towarzyszyły piski, okrzyki, śmiechy.

Popisy konia i cyganek wyciągały mieszkańców na drogę, przybywało chętnych do zabawy.

Wieczorem, dawniej w karczmie, później w remizach odbywały się potańcówki. Zaproszeni byli wszyscy, gospodynie przynosiły swoje wypieki, kwaszone ogórki, czasem tez swojską wędzoną wędlinę. Gospodarze zaś jakiś trunek. Tańce trwały nieraz do rana. Tak żegnano karnawał. Część uzbieranych pieniędzy chłopcy przeznaczali na kościół np. wykonanie czy malowanie ławek, zakupienie krzeseł.

Przykłady najczęściej śpiewanych przyśpiewek na potańcówkach:

“Wesoło, wesoło

w tyj nasyj dziedzinie,

bo nasa dziedzina

z wesołości słynie.

 

 

Zagrojcie skrzipecki

Krzizowom polecke

Wypijym śtamperlik (kieliszek)

Potańcujym jesce”

(Gospodarz  wychodzi z podwórka  na ulice, udaje, ze ogląda konia, a przy tym nawiązuje rozmowę z chłopcami)

Gazda: chłopcy, marno ta wasa kobyła, ledwo nogi  przekłado.

Jasiu:   swoku, co to godocie? To konisko piyrso klasa, dobryj maści.

Walek:  kuknijcie mu do zymbow, uwidzicie  jaki młody.

Gazda:  a kiedyście go kuli? Podkow nie widzym, cheba  na chet zdarte

Marcin: nie prziganiojciez już telo, nie wierzyme, ze was w stajni lepsy, mozyme iśc poźryć, przirownome

Jasiu: a mozeby my i pociarali?

Gazda:  ej nic z tego chłopcy nie be, do stajnie wos nie puscym bo te kolery cygańskie  (pokazuje na biegnące cyganki) to by mi wsićko stamtela wywlekły.

Walek;  jakby my pociarali konie to nic by wom nie rusyły

Gazda:  jo już wolym wom dać cosi na te nowe podkowy, a o ciaraniu zabocie

Gazdyni: (staje na progu domu, ze złością krzyczy do męża): cego ty stary pilnujes, dy cyganka wziyna mi ze siynie skalocek z mlykiym.

Gospodarz: chłopcy, biedna ta wasza kobyła, ledwie  nogami przekłada

Jasiu:  gospodarzu (panie) co to mówicie? To konisko pierwszy gatunek dobrej rasy

Walek:  popatrzcie mu w zęby, przekonacie się , ze młody

Gospodarz:  a kiedy kuliście go? Podków nie widzę, chyba całkiem zdarte

Marcin: nie krytykujcież już tyle, nie wierzymy, ze wasz w stajni lepszy, możemy pójść  zobaczyć, porównamy

Jasiu:  a może byśmy zamienili?

Gospodarz: ej, nic z tego chłopcy nie będzie, do stajni was nie wpuszczę bo te cholery cygańskie wszystko by mi stamtąd wyniosły

Walek: gdybyśmy zamienili konie to niczego by wam nie ruszyły

Gospodarz: ja już wolę wam dać coś na te nowe podkowy, a o zamianie zapomnijcie

Gospodyni: czego ty stary pilnujesz, przecież cyganka wzięła mi ze sieni gliniany garnek z mlekiem