PRZĘDZENIE WEŁNY

Home / Zwyczaje spiskie / PRZĘDZENIE WEŁNY

PRZĘDZENIE  WEŁNY lub PRZYNDZYNIE  WEŁNY

To jeszcze jedno zajęcie kobiet na zimowe, mroźne dni. Ze względu na towarzyszącą temu atmosferę i obyczaje, „prządki” traktujemy jako zwyczaj.

Nasze babcie w ciągu dnia przyrządzały najczęściej dwa gotowane posiłki. Na śniadanie (frystyk) były najczęściej kluski, bryja z mlekiem, zaś na kolację (wiecerzom) ziemniaki z mlekiem, kwaśnicą, sosem (omaćkom),bryndzową polewką. Dzień przeznaczały na różne, domowe zajęcia.

Przędzeniem wełny najczęściej zajmowały się babcie, ponieważ była to praca siedząca, wymagająca tylko sprawnych rąk oraz ze względu na umiejętności i duże doświadczenie w przędzeniu. Młodsze kobiety, jeżeli nie towarzyszyły starszym, to wykonywały w tym czasie cięższe prace w domu lub w obejściu domu. Natomiast młode dziewczęta miały obowiązek przyuczać się do przędzenia, siadały obok babci, słuchały jej objaśnień, próbowały prząść.

Na czym polegało samo przędzenie?

Otóż ogrymplane płaty owijano wokół górnej części pionowego „kija” kądzieli. Chodzi o kądziel najstarszą i najprostszą. Płaty zabezpieczał zwykły sznurek, żeby nie zsuwały się w dół. Pionowy „kij” przymocowany był prostopadle do specjalnie wyciętej listwy (długiej do 70 cm, szerokiej do 15 cm), na której siedziała prządka. Lewą ręką wysnuwała  (pociągała) z płatków wełnę, mniejszą lub większą ilość, gdyż w ten sposób regulowano grubość nici. Palcami prawej ręki kręciła  wrzeciono. Uprzędzioną wełnę, ściągniętą z wrzeciona zwijano w motki lub kłębka. Był to gotowy materiał do robienia na drutach (śtrykuwanie). Na zimową odzież przeznaczono wełnę grubszą, na letnią cieńszą. Generalnie z wełny robione były przede wszystkim: swetry (swedry), kamizelki, skarpety, onuce, szaliki (cholstuchy), rękawice, duże damskie chusty okrywające plecy (odziywacki, śtrykuwanki), a nawet pończochy. Te ostatnie noszono na Spiszu w okresie międzywojennym XX wieku.

Najstarsze kądziele były skromne, z wytoczonego i ręcznie oheblowanego drewna, potem próbowano je ozdabiać ręcznie wyrytymi wzorami. Pod koniec XIX wieku pojawiła się kądziel „warcula” z pedałem i kołem do zwijania wełny. Prząść można było o wiele szybciej. Przędzenie wełny zanikało na Spiszu już w latach pięćdziesiątych, a lata sześćdziesiąte definitywnie zamknęły panowanie kądzieli. Zastąpiły je zakłady przędzalnicze.

Jak to bywało w obyczajowości wiejskiej, sąsiadki, kumotry lubiły się odwiedzać. Spotkania takie, chociażby przy codziennych pracach, były jedną z ówczesnych form „życia towarzyskiego”. Czasem jedna do drugiej przenosiły nawet kądziel na dwie, trzy godziny. Częściej przynosiły roboty na drutach, szydełkowanie (hekluwanie) . Należy pamiętać, że najdawniejsze druty i szydełka były z drewna. Mogło to być też łatanie, cerowanie czy haftowanie. Ważne było, aby mieć zawsze jakieś zajęcie. Dłuższa bezczynność była źle widziana.

Poza rozmowami na różne tematy dotyczące dnia codziennego, modliły się czasem wspólnie. Były to modlitwy: cząstka różańca lub „Anioł Pański” odmawiany, kiedy dzwon kościelny oznajmiał południe. Z dumą chwaliły się jedna przed drugą: ile, która już uprzędła, albo co już ma zrobione z wełny.

Słowa „odgrzebanych” przyśpiewek świadczą o tym, że czasem również przyśpiewywały przy pracy:

„Krynci sie wrzecionko

Chytrućko jak może,

Bedzie ciepły sweder

Na nojwiynkse mrozy.”

 

„Ucie sie dziywcontka

Przi kondzieli robić,

Zeby kiedy świokra

Mogła wos pofolić”

 

„Krynć ze sie wrzecionko

Chytrućko, chytrućko

Niew sie wełna przyńdzie

Równióćko, równióćko.”

 

Panny „na wydaniu” odkładały przędzenie na wieczór. Przychodzili wtedy kawalerowie, dziewczęta z rodziny, sąsiedztwa, koleżanki. Przynosiły ze sobą robótki. W czasie takich spotkań były rozmowy, zalecanie i żarty. Często chłopcy chowali kłębka w różne zakamarki  izby. Dogadywali. np. że któraś z dziewczyn przędzie  za wolno lub za grube nici, próbowali łaskotać  lub innych sztuczek by wrzeciono wypadało z ręki. Dzięki temu mogli później być pomocni przy ponownym nawijaniu nici.Była to też okazja do śpiewania, na co wskazują słowa przyśpiewki (melodii nikt nie pamięta):

 

„Uwijoj ze sie Hanuś

Koło swoji kondzieli,

Nie uprzyndzies motka

Ani do niedzieli.”

 

Często takim spotkaniom towarzyszyły też tańce, tym bardziej wtedy, gdy miał kto zagrać i znalazł się jakiś pretekst. Takie spotkania dawały też  sposobność kawalerom do odprowadzenia dziewczyny do domu. A następne spotkanie odbywało się już w innym domu.